
[Kiedy przyjaciółka, z którą razem siwiałyśmy ( w życiu i w pandemii) usłyszała ode mnie, że miewam dość swoich siwych włosów i tej kultury autentyzmu na głowie, powiedziała: trzeba przeczytać „Lato przed zmierzchem”… ]
Doris Lessing, brytyjska pisarka ze światowego kanonu, 1919-2013, laureatka Nagrody Nobla w 2007, najstarsza z nagrodzonych kobiet, po 80-tce. Autorka kilkudziesięciu powieści (ok 50), dramatopisarka, uprawiała też literaturę dokumentu osobistego, napisała autobiografię, zaś autobiograficzność można odnaleźć w wielu jej dziełach. Pisarka urodzona w Persji (Iranie), do 26. roku życia mieszkająca w Afryce, w Rodezji (Zimbabwe), podejmująca w twórczości m.in. tematykę afrykańską, min w wykładzie noblowskim, kiedy mówiła o tym, czym jest dostęp do książki, czytanie i pisanie w Afryce. Lecz jej rodzice byli Anglikami, ofiarami I wojny światowej, którzy poznali się w szpitalu, gdzie ojciec przebywał po amputacji nogi, a matka była pielęgniarką. Po wojnie wyjechali do Persji za chlebem, nie czekał ich tam ani dostatek, ani szczęście małżeńskie. Kiedy czytamy, że Doris Lessing napisała wstęp do esejów Virginii Woolf, to możemy domniemywać, że prócz wszystkich innych względów (ideowych, światopoglądowych źródłem pokrewieństwa pomiędzy tymi pisarkami mogło być zrozumienie konsekwencji I wojny: Woolf pierwsza opisała w literaturze symptomy stresu wojennego na przykładzie Septimusa Smitha, Lessing była córką żołnierza dotkniętego PTSD.
Doris Lessing przeżyła jako pisarka dość dynamiczną ewolucję, zaczynając od lewicowości i fascynacji komunizmem, przez psychologizm i feminizm (od którego się jednak dystansowała, jak wiele feministek) aż do pisarstwa SF zabarwionego religijnie. I okres – komunistyczny 1944-56 Śpiewające trawy; drugi psychologiczny 1956-69 Złoty notes powieść feministyczna, III – sufistyczny (SF + mistycyzm) 1969-83. Lessing była kobietą podejmująca kontrowersyjne decyzje w swoim życiu, np. opuściła dwójkę swoich dzieci z pierwszego małżeństwa, oraz kontrowersyjne tematy, jak to widzimy w filmie Idealne matki opartym na jej powieści Two mothers z Naomi Watts i Robin Wright (o inceście). Film można by – jak sądzę – uznać za wariację nt teorii hordy pierwotnej Freuda, czyli tekstu Totem i tabu (dlaczego kultura opiera się na represji seksualności). Jeśli już o filmach mowa, wart obejrzenia jest również tytuł Moja przyjaciółka Victoria o granicach otwartości światopoglądowej, społecznej, rasowej, a z drugiej strony o stereotypie czarnej kobiety.
Lato przed zmierzchem jest powieścią z 1973 roku, mimo czasu powstania, to utwór raczej charakterystyczny II fazy twórczości (psychologiczno-feministycznej), choć z odniesieniami do poglądów lewicowych, np. groteskowy obraz organizacji międzynarodowych typu „Żywność dla Świata”. Działają one dla zapewnienia dobrze płatnej pracy swoim reprezentantom, którzy spędzają czas na turystyce konferencyjnej i seksualnej, bez kontaktu z realnymi problemami ludzi. Odwrotną stronę medalu reprezentuje jeden z konkurentów Maureen, Philip, zaangażowany w walkę o prawa głodnych, bezdomnych i biednych, a może po prosto working class. Ci z kolei są bezlitośnie rozgrywani przez władze i populistów, lud pracujący bowiem pozwala się kupić za przysłowiową miskę zupy. Autobiograficzny jest zapewne wątek Philipa, być może reminiscencja związku Doris z Lessingiem, radykałem i komunistą, który w końcu wyemigrował do NRD.
W warstwie psychologicznej powieść pokazuje przemianę, dezaktualizację fałszywego self kobiety, która swoją tożsamość oparła na roli matki i żony i która próbuje odkryć własne „ja” skrywane pod tą społeczną i kulturową maską. Płeć bohaterki sprawia, że powieść ma wymowę feministyczną, pokazuje opresję kobiet (klasy średniej, ale przez system porównań także klasy ludowej, na przykładzie Hiszpanii – w dwóch/trzech pokoleniach). Ale trzeba przyznać, że Lessing zostawia w swojej powieści znaki rozszerzające krąg potencjalnych adresatów: zniewolenie dotyczyć może również mężczyzn. Już na wstępie (s. 18) czytamy o Michaelu:
„ czuła, że ten człowiek przez tyle lat małżeństwa chował w zanadrzu jakąś siłę, która nie mogła znaleźć warunków do rozwoju w rodzinie; oczywiście, rozmawiała o tym z Michaelem. Trochę się nawet spodziewała, że może on czasami odczuwa to samo w stosunku do niej, ale myliła się.”
Pomyłka dotyczy tylko symetrii, mąż nie dostrzega cierpienia żony (choć w drugą stronę to działa), ale nie samej diagnozy. Wszak romanse Michaela, smakowanie „czekoladek” poświadczają, że znany neurolog i naukowiec nie w pełni realizuje się w związku z Kate, w rodzinie. Lessing stawia w tym momencie pytanie – tak mi się wydaje – czy w ogóle jest możliwe, by spełnić się w relacji, we wspólnej przestrzeni, w byciu całkowicie dostępnym i oddanym drugiemu człowiekowi? Czemukolwiek?
W pewnym momencie, kiedy Kate przebywa w Hiszpanii, na prowincji i codziennie pielgrzymuje do klasztoru, w którym zakonnice opiekują się jej chorym kochankiem pojawia się zaskakujące porównanie Pani Brown do (z jednej strony) „obłąkanej”, a zarazem (z drugiej strony) do siostry zakonnej:
„Coraz bardziej bowiem miała wrażenie, jakby wyszła właśnie z jakiegoś okresu obłędu, który trwał przez te wszystkie lata od początku dojrzewania, kiedy natura jej zaczęła się domagać mężczyzny (wtedy naturalnie pojmowała to romantycznie), aż do chwili z niedawnej przeszłości, kiedy narkotyk przestał działać. Wszystkie te lata wydawały się teraz jakby zdradą tego, czym naprawdę była. Podczas gdy jej ciało, jej chęci, jej uczucia – wszystko w niej – obracały się jak słonecznik ku jednemu mężczyźnie, przez cały ten czas trzymała w swoich rękach coś innego, coś cennego, co na próżno ofiarowywała swojemu mężowi, swoim dzieciom, każdemu, kogo znała – co jednak nigdy nie zostało przyjęte, nie zostało zauważone. Ale rzecz, którą ofiarowywała, nie zdając sobie nawet sprawy, że to robi, rzecz zignorowana przez nią samą i przez wszystkich, była jej cechą najbardziej istotną.” (s. 170)
Kate myśli tak pod drodze do klasztoru na wzgórzu porównywanego w narracji do latarni morskiej, „sztormowej” (wariant słonecznika?). Spostrzega zakonnicę okopującą ziemię pomiędzy drzewkami pomarańczowymi, po czym pada zdanie: „Oblubienica Chrystusa uśmiechnęła się do Kate. Kate odwzajemniła jej uśmiech. Obłąkana, pomyślała. My wszyscy, cała nasza cholerna banda, wszystko to jest zwariowane, zarówno mężczyźni, jak kobiety, wszyscy jesteśmy obłąkani i nie wiemy o tym. Tutaj tkwi ta kobieta w swoim dobrowolnym więzieniu, tuta jest ona, więzień swoich wspomnień – a tam Michael, zajęty nie tyle jedzeniem, co kosztowaniem czekoladek. (s. 171)
Co oznacza ta figura zakonnicy=Oblubienicy? Zniewolenie przez pożądanie, pragnienie seksualne, Erosa? Podważenie sensu uświęconej przez kulturę monogamii, czyli wierności jednemu mężczyźnie, jednej kobiecie, osobie niebinarnej? Wierności, która jest zdradą pewnej cząstki siebie? Cząstki fundamentalnej dla ja, a niedostępnej dla innych? Po Lessing można się tego spodziewać, patrząc na jej biografię i inne powieści. Ale może nie każdej monogamii tylko opresywnej, bo przecież Mary Finchley ona nie dotyczy!
Bycie-ze-słonecznikiem ma swoje zalety. Kiedy się je traci (niekoniecznie z wyboru) trzeba przejść przez doświadczenie samotności – straszne i na swój sposób fascynujące. Jak Kate, która wynajmuje jeden/własny pokój u Maureen. I w pierwszej chwili kładzie się do łóżka i długo płacze, „jak małe dziecko” oddzielane od rodziców:
„Została osaczona ze wszystkich stron, i od wewnątrz również, przez samotność. (…) Ale w tym czasie gdy ciałem wstrząsały spazmy, a z oczu lały się łzy, myślała zupełnie chłodno, że sprowadzając się tutaj, do wynajętego pokoju, gdzie nikt jej nie zna, po raz pierwszy w życiu znalazła się sama, pozbawiona wygody, opieki i wsparcia – wdzięczności innych ludzi za to, co im z siebie dawała. Tutaj nikt nie oczekiwał od niej niczego, nie wiedział nic o jej podporach, o jej osłonie. Teraz z przyjemnością wracała myślą do scenki w hallu, kiedy Maureen podeszła do lustra: Maureen reagowała bezpośrednio na Kate, na to, co w niej dojrzała – a był to suchy, wymuszony, ostrożny uśmiech.” (s. 230). Moim zdaniem: dobry uśmiech, gest zaintrygowania, zainteresowania.
Samotność wiąże się jakoś z odkryciem w sobie strasznego dziecka: „Co jednak robić miała z tym monstrum, w którego potrzasku się znalazła, z tym potwornym dzieckiem, które trzeba było uspokajać, darzyć uśmiechami, otaczać na każde żądanie opieką; z tą kobietą, która przez całe życie mówiła (po cichu oczywiście): „Czy zapomniałaś, kim jestem, jaka jest moja pozycja w tym domu?”. Czyli dzieckiem-kobietą domagającą się wdzięczności za zasługi?
Lato przed zmierzchem jest więc historią Kate, która za-służyła się niemal na śmierć, zatraciła w służbie, służeniu innym. Służba jednak nie gwarantuje zapłaty w walucie wdzięczności. Za to uzależnia od fluidu: „Wiedziała teraz, musiała wreszcie zdać sobie sprawę, że przez całe swoje życie podtrzymywał ją niewidoczny fluid – uwaga innych ludzi. Ale ten fluid się wyczerpał.” (s. 240)
Fluid wyczerpuje się wtedy, kiedy – w porządku jawy – dzieci dorastają, mąż rzadko bywa w domu, kochanek choruje, albo udajesz się do miejsc, a którym nie byłaś/byłeś/byłoś. A w porządku marzenia, kiedy młody król ze snu Kate, obtańcowujący wszystkie kobiety z wioski w górach, by wyróżnić każdą swoim tańcem, porzuca swoją starą „małżonkę” i wybiera młodszą dziewczynę. (Czyż to nie sen o naszym patriarchalnym świecie, w którym związek z mężczyzną sprawia, że my kobiety czujemy się wybrane, a wybierającym, choćby padali z nóg, nie wolno zejść z estrady?) Kiedy dotychczasowa żona króla uciekała w poczuciu niesprawiedliwości „Mieszkańcy wioski biegli za nią krzycząc: stała się nieprzyjacielem, ponieważ została porzucona. Złapali ją i przytrzymali, młody król nie zważał na nich, ani na Kate, tańcząc nadal z dziewczyną. Wsadzili ją do dołu obramowanego drewnianą ramą, tak że otaczały ją żywiczne deski, nie mogła jednak wydostać się stamtąd, oczy jej były ponad krawędzią dołu i widziała, jak młody król tańczy z dziewczyną na estradzie.” (s. 192)
Widzimy Kate w trumnie, Lessing kreśli scenę z rytem przejścia, przemianę sygnalizuje też choroba, podczas której Kate śni sen o królu i pragnie wyjść z dołu (ponieważ czeka na nią foka, z innego snu).
W którą stronę owo przejście prowadzi, skoro Maureen wychodzi za mąż, a Kate wraca do domu. Jakie życie będzie pędziła Kate z uratowaną foką w sobie?
[W dyskusji podczas spotkania Andrzej Zawadzki podsunął motyw Odysa – Odyski? – jako porządkujący historię Kate. Skoro tak, trzeba by się spodziewać w pięknym londyńskim domu państwa Brown niezłej awantury po wakacjach, Odys wszak zaczął od rzezi zalotników. Kobiety jednak nie lubią przelewu krwi, może wystarczy metamorfoza z włosami, które przecież wprowadzają ocean znaczeń].
Danuta Zawadzka




Zostaw odpowiedź