
Chcę zaproponować odczytanie „Śmierci pięknych saren” jako powieści terapeutycznej czy wręcz ratunkowej. Ota Pavel uwodzi czytelnika swoim czeskim ciepłem, subtelnym humorem i niemal baśniowym charakterem opowieści, gdzie człowiek żyje w kontakcie z naturą a ludzie, przynajmniej do wojny, co najwyżej robią sobie drobne przykrości. To wszystko opisane takim stylem, który opromienia serce niczym złota godzina w letni, słoneczny wieczór. Ale przecież jest to książka, która powstała ze szczególnego wysiłku. Powstała, aby wydobyć się z odmętów ciężkiej choroby psychicznej w czasie eksperymentalnej kuracji autora za pomocą litu.
Pisarz zarzuca zatem swoją wędkę w otchłań nieświadomego, psychotycznego świata, aby złowić dla siebie i dla nas opowieści jak złote węgorze a może najdroższego karpia ze stawu zakupionego przez ojca od dra Waclawika. „Śmierć pięknych saren” to nie tylko wspomnienia z dzieciństwa. To literacki zapis zmagań Erosa z Thanatosem, popędu życia z popędem śmierci rozumianej jako choroba. Humor i lekkość stylu stają się wehikułem, który pozwala jego psychice uratować coś niezwykle cennego w obliczu destrukcji, jaką niesie psychoza. Jego pamięć – choć selektywna i zmitologizowana – staje się terapeutycznym narzędziem.
Jest to opowieść jak baśń, napisana oczami chłopca, który bezgranicznie podziwia swego ojca. Ojca, jak wiemy, niezwykle barwnego. Niezrównanego handlowca, wędkarza i „złodzieja serc”. Pasjonata i utracjusza, który nie zna ograniczeń ani słabości i któremu tylko pozazdrościć można umiejętności korzystania z uroków życia. Czasem ta umiejętność zamienia się w zachłanność, skąd już blisko do portretu zatwardziałego narcyza. Ale nie psujmy tego portretu diagnozami, narratorowi zdaje się to nie przeszkadzać. Ojciec jest idealizowany konsekwentnie do ostatniego opowiadania o złotych węgorzach, do czego przyjdzie jeszcze wrócić.
Idealizacja jest mechanizmem obronnym stosowanym nie tylko przez dzieci. Idealizując przypisujemy osobie, rzeczy, zjawisku wszystko, co najlepsze, a siebie ogołacamy z tego co dobre. W ten sposób bronimy się przed lękiem i niepokojem, bo skoro jest ktoś lub coś idealne tak blisko, to pełni to ważną, kojącą funkcję. Kiedy idealizowane jest dzieciństwo, to rzecz jasna wyraża się tęsknota za tym, co utracone: bezpieczeństwem, ale też iluzją dziecięcej omnipotencji, gdzie choćby w złudzeniu wydaje się, że wszystko jest możliwe. Wiemy jednak, że Pavel powody do przemiany dzieciństwa i młodości w baśniową krainę miał poważne i tylko można się cieszyć, że przyjęły one taką postać.
Druga strona mechanizmu idealizacji to dewaluacja, która jak bliźniacza siostra jest zawsze blisko. Gdy dochodzi do kontaktu z rzeczywistością i urealnienia, że idealne byty nie istnieją, następuje zwykle radykalny zwrot i niszczenie, tego, co wcześniej uznane było za doskonałe. Znamy to dobrze z małżeńskiego podwórka, gdy to, co w drugiej stronie na początku zachwycało staje się kamieniem obrazy.
Ota Pavel swojego ojca jednak nie dewaluuje. To jeden z dowodów choroby. Raczej zamienia w postać archetypiczną. Wzmacnia jego wizerunek dobrego ojca, który heroicznym wysiłkiem zdobędzie mięso dla swoich synów zesłanych do obozu koncentracyjnego. Ten heroizm to nie tylko odprucie gwiazdy Dawida w okupowanych przez Niemców Czechach. To przede wszystkim złamanie swoich zasad i krwawe łowy z Holanem. Dlaczego łapanie i mordowanie setek szczupaków, karpi, węgorzy czy kleni nie było postrzegane jako agresywne? W dziecięcej logice trudno odnaleźć jasne rozróżnienie, być może wtedy uznawano wędkarstwo jako sport.
Na pewno w oczach małego chłopca ojciec zmienia się w tego, który posłużył się śmiercią w imię wyższych celów. Dokonuje się inicjacja w życie na serio – zerwany zostaje pakt o nieagresji z Naturą. Ojciec staje się tym, który odsłania swoją agresję i przywołuje śmierć jako istotowy wymiar życia. Moment, w którym Holan zagryza sarnę, to moment, w którym „Inny” (Natura/Ojciec) przestaje być bezpieczny. Sarna przestaje być symbolem, a staje się mięsem, krwią i cierpieniem. Obraz ginącej, niewinnej sarny, to zastępcza figura symboliczna. Piękne, zwinne stworzenie o aksamitnym spojrzeniu, podziwiane wcześniej z synami, zostanie rozszarpane przez Holana, który zamienia się w wilka. Sarna zostaje oskórowana, poćwiartowana i zjedzona przez rodzinę Popperów. Wojna odsłania naturę życia.
W tytule książki mamy użytą liczbę mnogą – śmierć pięknych saren. Pavel w ten sposób opowiada o grozie wojny, której doświadczył. To niezwykłe jak subtelnie i przejmująco zarazem mógł zostać zaakcentowany dramat Holocaustu. Autor tylko napomina istnienie obozów koncentracyjnych, mimo że dotknęły one jego rodzinę. Zamiast tego przemieszcza uczucia z nimi związane. Rozpacz po stracie bliskich i godności zostaje „przesunięta” na losy zwierząt – tytułowych saren czy karpi wywiezionych ze stawu w jedną, pamiętną noc.
Ten inicjacyjny akt wtajemniczenia w grozę życia jest częścią większego zadania, w które wpisana jest funkcja ojca. Według licznych współczesnych psychoanalityków „ojciec jest niezbędny by wesprzeć popędy agresywne dziecka i pomóc w przeżyciu żałoby po utracie wcześniejszej relacji z matką” (Target, Fonagy – Po co są ojcowie). Gaddini uważał, że matka jest postrzegana jako wewnętrzna część dziecka. Ojciec jest tym zewnętrznym i obcym. To on inicjuje i wspiera separację od matki, która jest niezbędna do rozwoju każdej samodzielnej i dojrzałej jednostki. To on ma za zadanie zaciekawić światem. Peter Fonagy dodaje, że wyniki wielu badań dowodzą, że zaangażowani w opiekę nad niemowlęciem ojcowie sprzyjają rozwojowi dzieci, które mają lepszą odporność na stres i są aktywniejsze społecznie. Bezpieczny styl przywiązania rozwija się znacząco lepiej u dziecka, jeśli ojciec jest obecny w wychowaniu.
Psychoanaliza opisuje rozwój człowieka od diady: matka – dziecko, ku triadzie. Tym trzecim w tradycyjnym układzie był ojciec. Nie musi to być ojciec, ale musi być ktoś bliski -trzeci, bo inaczej dziecko nie będzie w stanie w swoim świecie wewnętrznym wytworzyć reprezentacji prawdziwej relacji, w której można korzystać i z której można być wykluczonym. To, co każde dziecko potrzebuje przyswoić, to fakt, że rodzice mają relację, z której ono się poczęło, ale która go nie dotyczy, bo jest ich własna. To ważna szkoła życia, że nie wszystko „kręci się wokół dziecka”, choć ono jest zależne od dobrostanu relacji rodziców. Do tego jest potrzebny aż i tylko ojciec. Wszystkie inne sprawy jak bezpieczeństwo, utrzymanie, dzielenie się zadaniami są w drugim planie. Współcześnie mogą być one rozwiązywane inaczej.
W ten sposób przesunęliśmy się w stronę kompleksu Edypa, którego śladem jest rywalizacja Oty z ojcem, w wydaniu literackim o to, kto złapie więcej węgorzy. Jest to ubrane w troskę o prezent na urodziny, ale nie dajmy się zwieść. Mamy do czynienia z wędkarzami i odwieczny duch rywalizacji w tym świecie jest sprawą absolutnie podstawową. Nie będę wchodził w domysły z czym się może węgorz kojarzyć, faktem jest że Oty jedenastka była niejadalna, a ojca – niebo w gębie. Tu stary Lajos nie dał się pokonać młodemu Edypowi. Ale jakby nie patrzeć to mały Ota zostaje z mamą w domu, kiedy pozostali bracia i ojciec zniknęli w obozach koncentracyjnych.
Trium nad ojcem Oty to świadectwo, że zaszedł dalej śladami ojca niż on sam. Swoje ryby łapał już nie tylko w Berounce, a nawet i na morzu i to na okręcie podwodnym… Nie brakowało mu fantazji i talentu równego ojcu, choć tu również go przewyższył wystawiając mu pomnik drukiem pisany.
Na koniec mam jeszcze inny klucz pod rozwagę, który może nie jest w sprzeczności z dotychczasową linią, a może nieco ją uzupełnia. Myślę o fenomenie wędkarstwa, który tak wdzięczny portret otrzymało spod pióra Pavla. Cóż takiego jest w tym czekaniu na rybę?
Czas na zagłębianie się w sobie? Wolność, o której w epilogu wspomina autor: Dziesiątki razy chciałem odebrać sobie życie, gdy już nie mogłem dłużej wytrzymać, ale nigdy tego nie zrobiłem. Pewnie w podświadomości pragnąłem jeszcze jeden raz pocałować usta rzeki i łowić srebrne ryby.
Wędkarz wykonuje podwójną pracę: zarzuca wędzisko nad taflą wody i zagłębia się w swoją nieświadomość. I w wodzie, i w nieświadomości czekają go wspaniałe zdobycze, choć nie zawsze uda się je pochwycić i wykorzystać. Ale przecież liczy się sam proces, zmagania, dochodzenia, nadziei, że tym razem może się powiedzie. Woda podobnie jak nieświadomość wszystko przyjmie w swoją głębię, czasem odda, czasem nie. Bywa, że zdobycz wypłynie i wówczas świat sprzyja i można mieć wrażenie, że istniej kontrola chaosu i głębiny. Ryby jak stłumione pragnienia i popędy zostaną pochwycone na haczyk i wydobyte na powierzchnię. Można mieć takie złudzenia, do następnego razu. Jak wiadomo najbardziej motywują nagrody udzielane nieregularnie, toteż wystarczy pamięć, że raz kiedyś trafiła się taaaka ryba! To właśnie jako rybak nauczyłem się cierpliwości, a wspomnienia pomagały mi żyć – kończy książkę Pavel.
Jarosław Żukowski




Zostaw odpowiedź